Aktualne wydanie
Wydanie nr 2/2026 (686)
NAPOCZĄTEK
5TEMAT TYGODNIA
18KRAJ
22ŚWIAT
36OPINIE
45HISTORIA
48SIECI KULTURY
55NATURA DLA LUDZI
63GOSPODARKA
66NA KONIEC
6710 postulatów za życiem
Polska znów znalazła się na światowym podium. Tym
razem w sferze dzietności. Szybko gonimy Koreę
Południową, w której kobieta rodzi statystycznie
0,7 dziecka. U nas w wielu powiatach jest nawet gorzej,
a w skali kraju spadliśmy do poziomu poniżej 1,1 dziecka na
kobietę. To katastrofa oznaczająca, że każde kolejne pokolenie
będzie o połowę mniej liczne niż poprzednie. I marne to
pocieszenie, że inne kraje europejskie, w tym radzące sobie
do niedawna całkiem nieźle Czechy, też zmierzają ku przepaści.
Także Węgry, prowadzące najbardziej spójną na świecie
politykę prorodzinną, też odnotowują najgorsze w historii
pomiary dzietności.
Ale jest też dobra wiadomość. Dramatyczne dane za zeszły
rok po raz pierwszy wywołały szerszą reakcję społeczną
– przynajmniej w mediach społecznościowych. To pierwszy
sygnał przebudzenia, niosący nadzieję, że jednak nie
umrzemy w ciszy, w samozadowoleniu między jedną a drugą
zagraniczną wycieczką w dalekie kraje, kłócąc się o kwestie
trzeciorzędne, wpatrując się w twarze celebrytów tak
głupich, jak to tylko możliwe. Kto wie, być może ten liczący
prawie 11 stuleci Naród podejmie walkę o biologiczne
przetrwanie? Może zbudzi się z tego zaczadzenia, zanim
będzie za późno?
Wiemy jedno: nie pomogą kolejne diagnozy na
poziomie ogólnym, które sprowadzają się do tych
samych wniosków co zawsze. Które wskażą na „złożony
splot czynników kulturowych i ekonomicznych”
i „konieczność prowadzenia spójnej, inteligentnej polityki
wsparcia dzietności”. Nie chodzi o to, że eksperci,
ludzie szczerze przejęci sytuacją, nie mają racji – idzie
o to, że z tych diagnoz niewiele wynika. Żaden plan
działania, żadna droga ku jakiejś namacalnej nadziei.
Prawda jest brutalnie prosta: mogą
nas uratować tylko drastyczne,
rewolucyjne działania. I choć są
one bardzo trudne do wprowadzenia
– dziś wręcz niemożliwe
do wdrożenia – to uważam, że
w nic innego nie ma sensu inwestować.
Budujmy klimat
prawdziwej zmiany, prawdziwie
nowej drogi.
Od czego zacząć? Wypracujmy
listę postulatów,
które – jak sądzimy – mogą
przynieść punkt odbicia.
Myślmy odważnie, szeroko.
Rozmawiajmy tak, jak nakazuje
powaga sytuacji. Rozmawiajmy
bez politycznej
poprawności. Proponujmy.
Ja proponuję na początek
10 postulatów:
1. Zakaz propagandy antyrodzinnej, która powinna być karana
co najmniej tak surowo jak handel narkotykami, bo jej
skutki są straszniejsze niż nawet twarde używki;
2. Przyjęcie
założenia, że misją każdej kobiety i każdego mężczyzny jest
posiadanie potomstwa; nie oznacza to piętnowania tych, którzy
z różnych powodów nie mogą spełnić tego postulatu, ale
wyznaczenie nowego systemu wartości społecznych;
3. Przyznanie
rodzinom z dziećmi większych praw politycznych niż
reszcie społeczeństwa (np. dodatkowy głos na każde dziecko
pozostające pod opieką);
4. Progresywne programy socjalne,
tzn. 800 zł na pierwsze dziecko, 1,6 tys. zł na kolejne, 2,4 tys. zł
na trzecie itd.;
5. Wychowanie młodego pokolenia maksymalnie
poza wpływem mediów społecznościowych (szkoły bez
telefonów komórkowych, ograniczony wiekowo dostęp do
mediów społecznościowych);
6. Wzmocnienie treści narodowych
i wspólnotowych w edukacji szkolnej, a także większe
nasycenie procesu edukacji zajęciami praktycznymi;
7. Obowiązkowe
przeszkolenie wojskowe – rok dla wszystkich bez
wyjątku, kobiety z możliwością wyboru służby w siłach wsparcia
medycznego;
8. Powstrzymywanie laicyzacji życia
społecznego;
9. Zaprzestanie wykorzystywania
zagrożeń geopolitycznych i zdrowotnych jako
narzędzi destabilizacji społecznej;
10. Przyjęcie
założenia, że emigracja z Polski na stałe
nie może być dalej postrzegana jako neutralna
(czy wręcz pozytywna) dla losów narodu.
Przy niczym się nie upieram, czekam na
lepsze pomysły. Ale nie możemy iść dalej
tą drogą. Tym bardziej że radykalna lewica
udowodniła nam w ostatnich dekadach, że
społeczne postawy można kształtować bardzo
swobodnie. Skoro udało się przekonać setki
tysięcy ludzi, iż mogą zmienić płeć,
skoro w milionach kobiet udało
się zabić instynkt macierzyński,
to można także wywołać
postawy prorodzinne
i prodzietnościowe.
Polityka w państwie demokratycznym
jest grą
o władzę, prowadzoną w warunkach,
które istnieją. Ale
w tym momencie dziejowym
politycy obozu niepodległościowego
muszą
znaleźć w sobie odwagę
do postawienia w centrum
narodowej debaty
kwestii dzietności.
Naprawdę w centrum.
Naprawdę radykalnie.
Naprawdę na serio.
Jacek Karnowski







