Aktualne wydanie
Wydanie nr 13/2026 (695)
N A P O C Z Ą T E K
5TEMA TYGODNIA
18KRAJ
24ŚWIAT
40OPINIE
46HISTORIA
54SIECI KULTURY
57SPORT
66PODRÓŻE
68KUCHNIA
69NA KONIEC
70Wszystkie rybki Tuska
Premier Donald Tusk kłamie. Zrobił z tego metodę polityczną. Więcej – on podąża za czasami, w których news żyje szybko i umiera młodo. By utrzymać się na powierzchni, musi więc kłamać coraz częściej i coraz mniej finezyjnie.
Od razu zaznaczę, że państwa nie pocieszę. Najprawdopodobniej nie spotka go za to kara, a im dłużej ów proceder będzie trwał, będzie mu łatwiej. Ale po kolei.
Miłościwie nam panujący „kierownik”, były król Europy, jest dla mnie łaskawy. Odmładza mnie. Serio. Opowiadając o polexicie, daje mi wręcz wybór, czy chcę cofnąć się o kilka, czy kilkanaście lat. Bo przecież praktycznie co sezon słuchamy tej samej bajki, że prezes PiS Jarosław Kaczyński wyprowadza nas z Unii Europejskiej. W tym sezonie jest tylko jedna nowość, świeży „czarny charakter” w opowieści premiera. Prezydent Karol Nawrocki ma patronować planom „obu Konfederacji i większości PiS”. W miejsce prezydenta wstawmy np. Andrzeja Dudę, a zamiast Konfederacji weźmy choćby Pawła Kukiza i mamy gotową baśń sprzed lat.
No, ale żeby połączyć te kropki, trzeba je znać. To w tym sensie Tuskowi będzie coraz łatwiej, bo przecież od pierwszego wyimaginowanego polexitu prawicy pojawiły się całkiem nowe pokolenia wyborców.
Dowodów na rzekomy polexit zawsze było sporo, ale ten sezon obfituje w intelektualne wodotryski ludzi Tuska jak mało który. Weto w sprawie lichwiarskiej pożyczki SAFE UE – wiadomo – wypychanie Polski ze Wspólnoty. Dyskusja o spekulanckim systemie ETS, który zwiększa nasze rachunki – prosta droga poza Unię. I tak dalej, i tak dalej…
Tusk jednak czuje, że sam polexit to może być za mało. Że to zgrana karta, że ktoś może się kapnąć, że łże. Podlewa więc rzekome wyjście z Unii Europejskiej sosem „prorosyjskości” zarówno PiS, jak i prezydenta Karola Nawrockiego. To już piramidalna bzdura, ale dopóki istnieją pracownicy mediów, które Tuska hołubią, będzie się to niosło i kiełkowało w mniej krytycznych umysłach.
Powiecie państwo, że przesadzam, że przecież nikt nie jest aż tak głupi. Otóż jest. Nawet nie sądziłem, że jest ich aż tylu. Pokazali się ostatnio przed pałacem prezydenckim. Wykrzykiwali różne hasła, wszystkie bez sensu, ale do poparcia swojego wywodu potrzebuję zacytować dwa z nich. „Za dwa lata przejmiemy władzę i będziemy mogli odrzucać weta”. Hmmm… Naprawdę to powiedzieli. Przypominam, że mówimy o zwolennikach Tuska, który… rządzi. I drugie hasło. Można powiedzieć – klasyk: „Precz z Kaczorem dyktatorem”. Może cytatów już wystarczy, bo to kompletna odklejka.
Dlatego Tusk może kłamać w coraz mniej wyrafinowany sposób. W tym zgromadzeniu jego zwolenników standardem jest pamięć jak u rybki akwariowej. Kto z nich go zapyta, jak prorosyjski może być człowiek, któremu ruscy zabili brata? Czy znajdzie się ktoś, kto powie, że moskiewskiemu układowi raczej nie może patronować ktoś, kto w Rosji jest ścigany listem gończym za burzenie sowieckich pomników? A teraz najtrudniejsze. Nawet dla starszych rybek, bo i takich sporo pływa w akwarium Tuska. Czy choć jeden z uczestników tego specyficznego „sanatorium miłości”, które rozegrało się na Krakowskim Przedmieściu, zapyta: „Hej, premierze, jak to było z tym kontraktem gazowym? Czy to prawda, że wicepremier twojego rządu chciał w 2009 r. dać ruskim tyle, że nawet oni się dziwili polskiemu frajerstwu?”.
Marcin Wikło







