Aktualne wydanie
Wydanie nr 10/2026 (692)
NA POCZĄTEK
5TEMAT TYGODNIA
18ŚWIAT
38OPINIE
52HISTORIA
54SIECI KULTURY
57GOSPODARKA
62NATURA DLA LUDZI
64PODRÓŻE
66KUCHNIA
67NA KONIEC
68Zakute łby, do pierdla!
Pamiętają państwo apele Donalda
Tuska o jedność? O narodową
zgodę ponad podziałami? Mogło
się to zatrzeć w pamięci, bo tamtego Tuska
już dawno nie ma. Dziś jest już tylko
bezwzględnym pałkarzem w chronicznym
hejterskim ataku.
„Dotarło, zakute łby?” – pyta premier,
który zwykł nosić serduszko w klapie, by
pokazać, jaki jest miły, empatyczny, uczuciowy.
Tyle że wśród jego uczuć dominuje
nienawiść. Szef rządu uznał, że nie musi się
już hamować i może pokazać swoje prawdziwe,
jadowite oblicze.
Jaką klasę trzeba mieć, by na chłodno
zdecydować o opublikowaniu filmu, na
którym w ten sposób zwraca się nie tylko do
oponentów politycznych, lecz także wyborców?
Sam przyznał wszak następnego dnia,
że „termin »zakute łby« dotyczył tych, którzy
chcą zablokować pieniądze dla Polski
z powodu braku kompetencji lub zwykłej
głupoty”. A chcą tego nie tylko politycy opozycji,
lecz także miliony – sądząc po sondażach
– zwykłych ludzi, którzy obawiają się
kolejnego oddania kawałka polskiej suwerenności
decydentom w Berlinie i Brukseli.
A to de facto oznacza przyjęcie mechanizmu
SAFE.
Tusk z jakiegoś powodu uznał, że w tej
sprawie może iść ścieżką dyktatorską i zakazać
nawet dyskusji, jakiegokolwiek sporu,
artykułowania obaw o bezpieczeństwo państwa.
Taki przekaz musiał pójść do jego żołnierzy,
skoro jeden z nich, poseł Grzegorz
Napieralski, dwa dni później powiedział
reporterce telewizji wPolsce24: „Ponad
70 proc. ludzi chce tej umowy, chce bezpieczeństwa,
więc mówienie dzisiaj o tym
programie coś złego albo atakowanie tego
programu, jest moim zdaniem zdradą państwa.
[…] Rosja może nas w każdej chwili
zaatakować, a my dzisiaj dyskutujemy, czy
mamy modernizować armię, czy nie. No
ktoś, kto temu zaprzecza, powinien po prostu
iść do więzienia”.
Iść do więzienia, po prostu. Rozumiecie,
zakute łby? Jeśli jesteście odporni na naszą
propagandę, straszenie ruskim i jeśli się nie
zgadzacie z naszymi pomysłami, to wyślemy
was za kraty. Według Napieralskiego samo
krytykowanie chęci dodatkowego zadłużenia
państwa na 45 lat jest zdradą państwa.
Dlaczego nie postuluje zatem kary głównej,
jaką niedawno wymierzało się za tę zbrodnię?
Czemu od razu nie wysyłać krytyków
rządu na stryczek? Bolszewicki charakter
drzemiący w Napieralskim nie zwyciężył
i były szef SLD okazał jednak łaskę.
Ale wskazany został kierunek i sposób
myślenia władzuchny. Ona naprawdę chciałaby
zamykać za podejmowanie dyskusji.
I komunikują nam to w coraz bardziej ostentacyjny
sposób. Celem jest wywołanie
strachu w odbiorcach, wzięcie nas wszystkich
za mordę i spacyfikowanie.
System Tuska czyni to nawet wobec
swoich koalicjantów. I to skutecznie. Szymon
Hołownia boi się paru słów prawdy,
więc zarzeka się, że to nie szef KO steruje
wymierzonym w niego hejtem, lecz jakiś
„mechanizm polaryzacyjny”. Szkoda, że nie
wyjaśnił, czym jest ów mechanizm i kto go
nakręca. Czy na sprawczość premiera w tym
zakresie trzeba lepszego dowodu niż syknięcie
o „zakutych łbach”?
Donald Tusk próbuje zamordować debatę
publiczną w Polsce. Chce wyhodować
w Polakach przekonanie, że z myślącymi
inaczej nie wolno nawet rozmawiać. Można
na nich pluć, postulować zamykanie do więzień
i oskarżać o zdradę ojczyzny (czego
przecież Tusk jako premier dopuścił się
osobiście w latach 2008–2010 i kolejnych
na odcinku rosyjskim).
A skoro mają już nie obowiązywać żadne
zasady państwa demokratycznego, to równie
debatę parlamentarną można zamienić
w rynsztok. Tego zadania podjął się poseł
Artur Łącki (to ten, którego żona wzięła
z KPO ponad 1 mln zł) i w trakcie dyskusji
nad ustawą o Państwowej Inspekcji Pracy
zachował się jak menel: „Pani minister nie
rozumie, że przedsiębiorca, gdy wraca do
domu o godz. 17.00, to nie siada z rodziną
i nie rozmawia, tylko siada, kur…a, do faktur
[…]”. Nie zająknął się, nie zmitygował po
chwili, nie przeprosił oczywiście. Może nie
zauważył, że rzucił „kur…ą” w trakcie debaty
sejmowej. Włos co prawda miał rozwiany,
ale jego mowa nie była bełkotliwa, a „tylko”
knajacka w treści.
Cham pozostanie chamem, choćby jadł
na srebrnej tacy. A „kierownik” jeszcze za
to pochwali.







