Aktualne wydanie
Wydanie nr 3/2026 (687)
NA POCZĄTEK
5TEMAT TYGODNIA
19KRAJ
23ŚWIAT
44HISTORIA
56SIECI KULTURY
63KUCHNIA
68NA KONIEC
70Potrzeba resetu
Jarosław Kaczyński ogłosił koniec publicznych, często
gorących sporów pomiędzy frakcjami PiS. „Chociaż
dyskusje merytoryczne w ramach tej operacji przygotowania
programu kolejnych konferencji będą trwały,
to z całą pewnością nie będą to dyskusje, które będą miały
cokolwiek wspólnego z jakimiś napięciami, już nie mówiąc
o rozłamach w partii. To są marzenia naszych przeciwników.
One się z całą pewnością nie spełnią” – mówił lider opozycji.
To wiadomość, która musi ucieszyć wszystkich, którzy z niepokojem
patrzyli na rozwój wydarzeń w PiS. A było się czym
niepokoić. Wymiany prztyczków i zaczepek powoli traciły
aluzyjny charakter, przeradzając się w otwartą wymianę ciosów,
coraz częściej mierzonych tak, by zabolały. Frakcje prężyły
muskuły na zdjęciach z wigilii i innych spotkań, a media
sprzyjające rządowi miały uciechę, cytując anonimowych
przedstawicieli poszczególnych środowisk.
Czy jednak to naprawdę koniec zajmowania się sobą w stopniu,
który zasadnie można uznać za gorszący? Miejmy nadzieję,
że tak. Trzeba jednak zauważyć, że PiS – przynajmniej
publicznie – nie rozstrzygnęło kwestii zasadniczej: w którą
stronę pójść. A precyzyjniej mówiąc: w jaki sposób odzyskać
choć część wyborców, którzy przeszli do obu Konfederacji.
A to jest przecież najważniejsze tło sporów, które obserwowaliśmy.
Te dylematy będą wracały, bo nie ma tu prostego
rozwiązania, które załatwi sprawę. Także dlatego, że nawet
mały rozłam może kosztować dwa, trzy,
cztery lub więcej punktów procentowych,
co przy naszym systemie wyborczym
oznacza stratę przynajmniej
kilkunastu mandatów poselskich. PiS
musi zostać tym, czym jest: szeroką
koalicją relatywnie twardej, ale jednocześnie
pragmatycznej prawicy o dużej
wrażliwości społecznej. Musi też znaleźć odpowiedź na
te potrzeby społeczne, które sprawiają, że partie Mentzena
i Brauna zbierają tak wielu wyborców. Przyczyn tego stanu
rzeczy jest wiele, ale jedną z ważniejszych stanowi poszukiwanie
(choćby werbalnej) odpowiedzi na poczucie, że rozpadają
się same podstawy życia społecznego. Jest to poczucie – przynajmniej
częściowo – uzasadnione. W tym sensie uważam, że
PiS musi dostosować swoją diagnozę do dramatycznych wyzwań
2026 r., uznając, że świata z 2025 r. po prostu już nie ma.
Nie istnieją łatwe odpowiedzi, ale jeden kierunek wydaje się
słuszny: myślenie o nowej twarzy w roli kandydata do najwyższych
stanowisk, o czym zresztą wspominał prezes PiS. To nie tylko
szansa na pogodzenie frakcji, lecz także możliwość przeprowadzenia
resetu „moralno-psychologicznego”, który pozwoli odzyskać
utraconych wyborców, a także pozyskać nowych. Wybory
prezydenckie pokazały, jak wiele można osiągnąć tą drogą.
Jacek Karnowski







