Archiwum
Wydanie nr 46/2025 (676)
NA POCZĄTEK
5T E M AT TYGODNIA
20KRA J
24Ś W IAT
41HISTORIA
56SIECI KULTURY
59NATURA DLA LUDZI
67KUCHNIA
70NA KONIEC
72Pycha kroczy przed upadkiem
Gdy w czwartek walczący o życie po
ciężkich operacjach Zbigniew Ziobro
zwoływał konferencję prasową
w Budapeszcie, portal Wirtualna Polska
podał taką oto informację: „Chora na chłoniaka
kobieta w poniedziałek miała dostać
informację z Centrum Onkologii Ziemi Lubelskiej,
że w tym roku nie ma już miejsc na
leczenie. Dyrektor szpitala nie potwierdza
zdarzenia, ale obiecuje przyjrzeć się tej konkretnej
sprawie. Informacjami o odwołanych
zabiegach są zaskakiwani pacjenci z całej
Polski”. Pacjenci, w tym chorzy na raka, są
zaskakiwani, ale uważni obserwatorzy nie
powinni być zaskoczeni. Ministrem finansów
jest przecież człowiek, który co prawda
nie potrafi trzymać w ryzach ani dochodów,
ani długu państwa, ale umie zabrać opozycji
należne jej dofinansowanie i cieszyć się na
samą myśl o wsadzeniu Zbigniewa Ziobry za
kraty, mówiąc: „Dla takich chwil warto być
w polityce. To jest też sens bycia w polityce”.
Dla obecnej władzy nie to jest sens poboczny
czy choćby równoległy – to sens
zasadniczy. Gdyby oceniać jej dokonania
merytoryczne, sferę troski o podstawowe
polskie interesy, a także poszanowanie
podstaw demokracji, już dawno powinna
upaść i odejść w niesławie. Ale kraje postkomunistyczne
nie są normalnymi demokracjami.
Nawet po trzech dekadach
z okładem czuć tu odór zmutowanego
postkomunizmu,
zazwyczaj przesłoniętego
unijnymi gwiazdkami. Czuć tu także
fetor nowego kolonializmu, którego istotą
są przemoc wobec sił patriotycznych i przyzwolenie
na brutalne deptanie reguł w razie
zagrożenia interesów metropolii. W naszej
części Europy polityczne zmagania są
czymś jakościowo innym niż na Zachodzie.
Ich sensem, zwłaszcza w przypadku Polski,
jest nieustająca walka o zachowanie niepodległości.
W istocie więc każde wybory decydują
o tym, czy będziemy podmiotowi, czy
też stracimy wszystko.
Przez lata rządów Zjednoczonej Prawicy
„demokraci” bezpodstawnie przestrzegali
przed nowym faszyzmem, przed zamordyzmem.
Gdy zdobyli władzę, sami wprowadzili
metody „demokracji walczącej”, w dużej
mierze wyjmując opozycję spod prawa.
Sięgnęli po techniki uznane za część totalitarnego
dziedzictwa, w tym po świadome
odczłowieczanie i niszczenie przeciwników
politycznych. Niszczenie także ostateczne.
Jeśli próbują zamknąć za kratami – na długie
miesiące, a może i lata – Zbigniewa
Ziobrę, muszą mieć świadomość, że może
się to skończyć śmiercią. I być może o to
chodzi. Nawet neoprokuratura ma przecież
świadomość, że zarzut „kierowania zorganizowaną
grupą przestępczą” postawiony
byłemu ministrowi jest czystym kabaretem;
na tej zasadzie „zorganizowaną grupą
przestępczą” jest każda partia zmierzająca
do zdobycia władzy i ukształtowania rzeczywistości
według przyjętego programu.
Zastosowane środki prawne nie służą więc
wymierzeniu sprawiedliwości, ale same
w sobie są narzędziem zemsty i niszczenia.
Nie można mieć wątpliwości: sprawa
Ziobry to początek, a celem jest całkowite
zniszczenie jedynej prawdziwej opozycji,
czyli Prawa i Sprawiedliwości.
Prawdziwych wyborów – rozumianych
jako proces, w ramach którego można realnie
zmienić politykę państwa w sprawach
zasadniczych – ma już nie być. Będą procedury,
będzie fasada, ale wybór będzie pozorny,
będzie dotyczył co najwyżej odcieni.
Obóz polskiej niepodległości znajduje się
dziś w bardzo trudnej sytuacji. Kryminalizowany
przez władzę, atakowany z każdej
strony, także przez inne formacje prawicowe,
musi połączyć obronę ludzi zagrożonych
więzieniem i zniszczeniem z przedstawieniem
pomysłów w sprawach ważnych
dla przeciętnego obywatela. Wielu sądzi, że
to pułapka, z której nie można się wydostać.
Ale PiS już kilka razy dokonało niemożliwego
– ostatnio w czasie kampanii prezydenckiej
– i jest w stanie zrobić to ponownie.
Sądzę nawet, że tak właśnie będzie. I nie
trzeba do tego badań – wystarczy wziąć pod
uwagę pychę, którą emanuje obóz władzy.
A pycha zawsze, naprawdę zawsze, kroczy
przed upadkiem.
Jacek Karnowski





