Aktualne wydanie
Wydanie nr 11/2026 (693)
N A P O C Z Ą T E K
5T E M A T T Y G O D N I A
18K R A J
22Ś W I A T
42S I E C I K U L T U R Y
59N A T U R A DLA L U D Z I
66K U C H N I A
68N A K O N I E C
70Frustracja w Polsce Tuska
Zazdroszczę Amerykanom tego, że są pewne sprawy wagi państwowej, pewne zadania, o których się nie dyskutuje. Nie dlatego, że nie warto, że mają problem z porozumieniem. Wręcz przeciwnie – obowiązek państwa wobec obywatela, którego nie można zostawić bez pomocy, jest oczywisty.
Rząd Donalda Tuska, klucząc, zapierając się i zwlekając niemal do ostatniej chwili z wysłaniem samolotów po moich rodaków na Bliski Wschód, wpędza mnie w kompleks. Nakazuje mi pytać – choćbym nie chciał – dlaczego nie może tak być i u nas. Dlaczego ta sfera nie może nie być obciążona doraźną złośliwością polityczną?
Niestety małość Donalda Tuska (bo nic nie dzieje się poza wiedzą „kierownika”) polega na tym, że nawet jeśli rakiem wycofuje się z pierwotnego postanowienia i w końcu chce wysłać wojsko na pomoc Polakom uwięzionym na terenach przywojennych, robi to tak, by przy okazji uszczypnąć prezydenta. Tusk pisze: „Podjąłem decyzję o wykorzystaniu samolotów będących w dyspozycji Sił Zbrojnych do wsparcia ewakuacji Polaków z Bliskiego Wschodu. Odpowiedni wniosek w tej sprawie trafił już do prezydenta”. Gdyby chciał być precyzyjny, to by napisał, że „podjął decyzję o wystosowaniu wniosku do prezydenta” w tej sprawie. Bo to wyłącznie głowa państwa decyduje o użyciu polskiego wojska poza granicami kraju. W jakiejkolwiek formule.
Mam wrażenie, że reżyseria tej w sumie drobnej utarczki ma na celu zmycie poprzedniej winy, czyli idiotycznego uporu, by pomocy nie wysyłać. Najwyraźniej artykułował to rzecznik Ministerstwa Spraw Zagranicznych, niejaki Wewiór, nowa gwiazda resortu, dzielny kontynuator arystokratycznych metod ministra Radosława Sikorskiego. Bezczelnie wolał strofować dziennikarkę telewizji wPolsce24, niż zastanowić się, czy pomoc nie jest naprawdę potrzebna. Widocznie takie były wytyczne, a w tępym wykonawstwie akurat ta ekipa nie ma sobie równych.
Uruchomiliśmy w telewizji wPolsce24 specjalny adres e-mailowy: [email protected], na który rodacy nadsyłali swoje relacje, apele i spostrzeżenia z krajów, w których próbowali doprosić się pomocy polskiego rządu. Owszem, słyszeliśmy wcześniej, że coś jest nie tak z tą opieką, ale po przeczytaniu setek listów jestem zdruzgotany. Brak kontaktu, w istocie fikcyjny numer interwencyjny, dziesiątki prób dodzwonienia się, długi weekend w konsulatach, a jednocześnie irańskie rakiety lecące na popularne kurorty i zapowiedzi, że niewierni nigdzie mają nie czuć się bezpiecznie. I jako podsumowanie wypowiedź wiceministra spraw zagranicznych Marcina Bosackiego, że problem polega na tym, że zbyt dużo ludzi próbuje się dodzwonić… Koszmar.
Jak czuć się bezpiecznie w takich warunkach? Jak liczyć na to, że moje państwo po mnie przyjdzie, przyleci, przypłynie? Przecież to obowiązek, by dbać o obywatela. Na tym polega nasza umowa z państwem. Że dbamy o siebie nawzajem.
Ekipa Tuska chyba o tym zapomniała. W sumie to logiczne – oni o państwo nie dbają, więc nie liczą na rewanż. Ależ to kontrast z czasami rządów Zjednoczonej Prawicy, gdy decyzje o nawet ryzykownych operacjach zapadały natychmiast. Podczas pandemii COVID-19 dało się ściągać rodaków z całego świata, dało się polecieć do Izraela w czasie konfliktu w Strefie Gazy. Co więcej, Polska, priorytetowo dbając o swoich, wywoziła wtedy z zagrożonych terenów także obywateli innych państw.
W styczniu 1961 r. podczas inaugurującego prezydenturę przemówienia John F. Kennedy wygłosił słynne zdanie: „Nie pytaj, co twój kraj może zrobić dla ciebie, zapytaj, co ty możesz zrobić dla swojego kraju”. Piękne wezwanie do patriotyzmu. Wypowiedziane bez kompleksu, za to z pewnością, że gdy będzie taka konieczność, to nie ma co się martwić, bo „twój kraj” zrobi dla ciebie wszystko, co będzie trzeba.
Marcin Wikło







