Aktualne wydanie
Wydanie nr 4/2026 (688)
NA POCZĄTEK
5TEMAT TYGDONIA
18KRAJ
21ŚWIAT
39HISTORIA
54SIECI KULTURY
57PO DRODZE
66KUCHNIA
67NA KONIEC
68Czarzasty zdetronizował Tuska w umizgach do Niemiec
Wydawało się, że w czołobitności wobec
Niemiec nikt nie zdoła przegonić
Donalda Tuska. A jednak! Na
czoło peletonu wysunął się Włodzimierz Czarzasty.
Człowiek, na którego głosowało nieco
ponad 20 tys. osób i który psim swędem wdrapał
się na pozycję drugiej osoby w państwie,
raz za razem podejmuje kompromitujące dla
Polski decyzje. Jednak słowa, które padły podczas
jego wizyty w Berlinie, powinny zakończyć
jego aktywność w roli marszałka Sejmu.
Drugi rotacyjny marszałek Sejmu koalicji
13 grudnia, który objął urząd w drugiej połowie
listopada 2025 r., odbył swoją pierwszą podróż
zagraniczną. Dlaczego wybrał jako cel tej prestiżowej
wizyty Niemcy? Czy chciał przeprowadzić
ważne dla polskiej racji stanu konsultacje?
Czy próbował podjąć istotne rozmowy na temat
bezpieczeństwa lub polityki historycznej?
Owszem, podjął te zagadnienia, ale w sposób
sprzeczny z polskim interesem narodowym.
Lider Lewicy nie zdołał wzbić się ponad narrację
własnej partii. Wydaje się nawet, że wkraczając
w atmosferę dobrze osadzonego berlińskiego
neomarksizmu, jeszcze szerzej rozwinął
swe komunistyczne inklinacje. Seria spotkań
została solidnie naszpikowana umizgami, pochwałami
i wielkim hymnem zapomnienia przeszłości.
Czarzasty oświadczył, że Niemcy są dla
Polski najważniejszym partnerem, dlatego nasz
kraj nie może ciągle wypominać win i rozdrapywać
trudnej przeszłości. Stwierdził też, że należy
zakończyć „zawody w opluwaniu Niemca”.
„Nie możemy pozwolić, aby w debacie o historii
dominowali cyniczni politycy, nadal żerujący
na cierpieniach i grobach ofiar sprzed 80 lat.
Trzeba się z tego wyzwolić. Dlatego właśnie moja
pierwsza wizyta jest w Niemczech” – stwierdził
podczas wystąpienia w Niemieckim Towarzystwie
Polityki Zagranicznej (DGAP). Dodał, że
nie powinno być zgody na sposób uprawiania polityki
polegający na tym, że „kto bardziej opluje
Niemca, ten dostanie więcej głosów”.
Niemiecka prasa podała, że marszałek przybył
z pomysłem dotyczącym rozwiązania kwestii
reparacji wojennych dla Polski. Co zatem
padło? Wprawdzie przyznał, że istnieje konieczność
„uczciwej rozmowy” i zaapelował
do Niemców, aby zajęli się grupą ok. 55 tys.
wciąż żyjących polskich ofiar Rzeszy z czasów
II wojny światowej, ale w interpretacji przebił
nawet Tuska.
Dla obecnego rządu sprawa reparacji nie istnieje.
Przypomnijmy, że zespół powołany za rządów PiS
w specjalnym raporcie wycenił straty wojenne na
ponad 6,2 bln zł. Tusk unieważnił tę sprawę natychmiast
po przejęciu władzy. Aby zachować pozory,
podejmowany jest jedynie temat odszkodowań dla
żyjących ofiar. Jednak sposób, w jaki zwrócił się
z nim do Niemców Czarzasty, szokuje: „Czy jeżeli
dajecie miliardy na zbrojenia, to nie możecie tym
ludziom zadośćuczynić? Ja nie mówię o bilionach
(złotych), ja mówię o zadośćuczynieniu, o dotknięciu,
o uśmiechu, o przytuleniu, o powiedzeniu: pamiętamy
o was, szanujemy was”.
I co na to ofiary niemieckich zbrodniarzy?
Czy przytulenie i uśmiech Niemca nie wystarczy?
Trzeba dodać, że już nawet Tusk przyznał,
że niemieckim ofiarom należy się finansowe
zadośćuczynienie, choć w poczuciu porażki
wobec stanowczości kanclerza Merza, zaproponował,
że zostanie wypłacone przez Polskę.
Gdyby ktoś czuł jakiś niedosyt, marszałek
Sejmu zaapelował o podjęcie działań w sferze
symbolicznej, np. budowę w Berlinie trwałego
pomnika dla polskich ofiar wojny. Na razie Czarzasty
złożył kwiaty przy „kamieniu pamięci”.
Marszałek zaapelował także o nowe otwarcie
w relacjach Polski z Niemcami, twierdząc, że
„nie ma bezpiecznej Polski bez bezpiecznych
Niemiec” i że „ma w nosie, co mówią na ten temat
ortodoksyjne prawicowe środowiska”. Ujawnił,
że rozważane jest podpisanie polsko-niemieckiego
zobowiązania o wzajemnej obronie, podobnego
do zapisów art. 5 traktatu o NATO. Czy
naprawdę gwarantem polskiego bezpieczeństwa
mają być Niemcy, które zbudowały swoją
potęgę na zbrodni wojennej? Przecież gdyby nie
wymordowali ponad 5,2 mln Polaków, nie zrujnowali
i nie ograbili naszego kraju, mielibyśmy
dziś na świecie zupełnie inną pozycję.
W czyim imieniu Włodzimierz Czarzasty
występował w Berlinie? Dlaczego występując
w roli marszałka Sejmu, nie reprezentował
polskiej racji stanu? Dlaczego rząd nie reaguje
na coś, co należałoby określić mianem dyplomatycznego
skandalu? Czyżby premier upoważnił
marszałka do snucia tak absurdalnych
deklaracji, do składania Niemcom hołdu i wpisywanie
się w niemiecką narrację? Pewne jest
jedno – ilekroć Donald Tusk wraca do władzy,
największymi beneficjentami tego układu politycznego
są Berlin i Bruksela.
Marzena Nykiel







