Aktualne wydanie
Wydanie nr 7/2026 (691)
NA POCZĄTEK
5TEMAT TYGODNIA
18KRAJ
23OPINIE
40ŚWIAT
43HISTORIA
52SIECI KULTURY
59GOSPODARKA
64KUCHNIA
68NA KONIEC
70Czarzasty do dymisji!
Im dłużej na stanowisku marszałka
Sejmu utrzymywany będzie
Włodzimierz Czarzasty, tym
większą będziemy mieli pewność, że premier
działa na rzecz obniżenia bezpieczeństwa naszego
państwa.
Wpisów ambasadora USA Toma Rose’a nie
należy traktować jako focha amerykańskiej
administracji z powodu kalumnii kierowanych
przez marszałka Sejmu pod adresem
prezydenta Donalda Trumpa. Trzeba go widzieć
w szerszej perspektywie – jako odpowiedź
na długotrwały już proces wypychania
Amerykanów z Europy i celowego ochładzania
naszych stosunków przez Donalda Tuska.
W miniony czwartek premier otrzymał
twardą przestrogę: kontynuacja tej polityki
może osłabić bezpieczeństwo Polski. Tak trzeba
czytać słowa dyplomaty o „natychmiastowym
zaprzestaniu utrzymywania kontaktów oraz
jakiejkolwiek komunikacji z Marszałkiem
Sejmu”. „Jego oburzające i całkowicie nieuzasadnione
wypowiedzi pod adresem prezydenta
Trumpa stanowią poważną przeszkodę dla
naszych bardzo dobrych relacji z premierem
Tuskiem oraz jego rządem. Nie pozwolimy nikomu
podważać relacji polsko-amerykańskich
ani okazywać braku szacunku wobec prezydenta
Donalda Trumpa, który tak wiele uczynił
dla Polski i narodu polskiego”.
Tusk musi doskonale rozumieć, co do niego
napisano. Bo to od premiera zależy, kto jest
drugą osobą w państwie i na ile jej pozwala.
To Tusk może stracić resztki publicznie okazywanej
sympatii ze strony Waszyngtonu,
a dalej – stracić na tym może Polska.
Premier zareagował tandetnie: „Panie
Ambasadorze Rose, sojusznicy powinni się
szanować, a nie pouczać. Przynajmniej tak
w Polsce rozumiemy partnerstwo”. Lider KO
nic nie wie o szacunku do sojuszników, bo nie
skorzystał z żadnej okazji do przeproszenia
za kłamstwa i liczne afronty wobec Trumpa.
Clou problemu polega na tym, że również
nasze bezpieczeństwo waży dla Tuska
niewiele. Gdyby było inaczej, kazałby Czarzastemu
wytłumaczyć się z powiązań biznesowych
i towarzyskich z panią Swietłaną
pracującą dla Kremla, a jednocześnie prowadzącą
hotel w Spale wspólnie z marszałkową
Czarzastą. Zamiast tego Tusk dał mu wolną
rękę do zaatakowania prezydenta, który jako
chyba jedyna instytucja państwa widzi problem
w Rosjance kręcącej się przy drugiej osobie
w państwie.
Gorzej, że wraz z podaniem tlenu Lewicy,
wciągnięciem jej do koalicji rządowej i uczynieniu
„starego komucha” ( jak sam o sobie mówi)
marszałkiem, w drugiej ćwierci XXI w. szef KO
rekonstruuje czasy słusznie minione. Przecież
to ma ścisły związek z obroną przywilejów esbeków,
z represjami wobec opozycji, z siłowym
przejmowaniem instytucji, z pląsami radomskiego
prezydentostwa z okazji 50. rocznicy
brutalnej pacyfikacji robotniczych protestów
czy z cenzorskimi zapędami, których obecna
koalicja nawet nie ukrywa. Antagonizowanie
nas z Waszyngtonem też się w tym mieści.
Z Tuskowego solidarnościowego kośćca nie
zostało już nic.
Co zaś do Czarzastego, niech nam nie
umknie skandal, jaki wysmażył tuż przed
wpisem Toma Rose’a. Dzień wcześniej w Sejmie
przyjął z honorami delegację Federacji
Stowarzyszeń Rezerwistów i Weteranów Sił
Zbrojnych RP. Wszystko po to, by potępić
niedawną wypowiedź Donalda Trumpa uderzającą
w wojska sojuszników na misjach.
W parlamencie brylował więc szef tej organizacji,
gen. rez. Piotr Czerwiński. I to wraz
z nim marszałek udawał, że broni honoru polskich
żołnierzy. Dlaczego udawał? Bo z Czerwińskim
żadnego honoru się nie obroni.
Był koniec listopada 2007 r. Ministrem
obrony w nowo powstałym rządzie Tuska
został Bogdan Klich, który na swojego
pierwszego zastępcę powołał właśnie Czerwińskiego.
Aleksander Szczygło grzmiał, że
to skandal, bo wobec generała toczą się postępowania
w Żandarmerii Wojskowej. Klich
ripostował, że sprawdził dossier zastępcy, nie
dostrzegł przeciwwskazań, a śledztwa są zapewne
sfingowane w celach politycznych. Minął
miesiąc i Czerwiński podał się do dymisji,
bo sfingowane nie były. Prawomocny wyrok
zapadł dopiero w 2017 r. Generał usłyszał
śmieszny wyrok: zawiasy i niska grzywna za
to, że wykorzystywał żołnierzy służby zasadniczej
do budowy własnego domu.
Dziś Klich jest pośmiewiskiem w Waszyngtonie,
a Czerwiński bryluje w Sejmie
jako amunicja starego komucha do politycznej
wojny z Trumpem.
Tusk zaś czeka na pochwały za całą tę operację.
Z Berlina.
Marek Pyza







